Za TGether stoi jedna osoba — i jej numer telefonu.
Nie kupujesz anonimowego software house'u. Kupujesz konkretnego człowieka, który zbudował Twój system — i który przy nim jest, kiedy coś trzeba poprawić.
Widzieliśmy ten finał zbyt wiele razy.
Firma kupuje świetny system. Zewnętrzny zespół go wdraża — i rozpływa się w powietrzu. Zostaje właściciel: z narzędziem, którego nie rozumie, i problemami, które rosną.
Z tej obserwacji powstała TGether — firma zbudowana wokół jednej decyzji: nie znikać. Tu oprogramowanie nie jest produktem, który się sprzedaje i zapomina. Jest relacją, która się nie kończy. Wybierając program, wybierasz człowieka, który nim żyje — administruje, poprawia, rozwija.
To, co u innych jest tygodniami oczekiwania na „realizację zgłoszenia", tutaj zamyka się w kilka sekund — bo autor i administrator to jedna osoba.
Spokojny. Kompetentny. Obecny.
Obecność zamiast zniknięcia
Zostajemy po wdrożeniu. To nie dodatek do umowy — to cały sens tej firmy.
Odpowiedzialność w jednych rękach
Koniec z przerzucaniem winy między producentem a wdrożeniowcem. Jeden numer, jedna osoba.
Spokój ponad żargon
Mówimy językiem właściciela firmy, nie działu IT. „Ogarnięte" zamiast trzech akapitów.
Pętla, nie projekt.
Wdrożenie i opieka to jeden, niekończący się obieg. Oprogramowanie żyje i rośnie razem z firmą — odradza się ze starą mądrością w nowym ciele, zawsze o krok dalej. I nigdy nie zostawia Cię samego.
Poznajmy się.
Najlepiej zacząć od rozmowy. Opowiesz, co masz i co Cię boli — a my powiemy szczerze, jak możemy pomóc.